Żyję wśród zanikających zjawisk

Mam ciągłe wrażenie, że wszystko wokół mnie znika. Z jednej strony to normalne. Zniknęły generalnie parasolki, które były zmorą mojej młodości (każdy musiał mieć, wiecznie gubił albo się psuły, wyglądało się z tym jak palant). Dziś moda na kaptury i goretex sprawiły, że parasolki znowu stały się wyjątkiem dla wytwornych elit, albo starych pryków (pryczyc?). Luz blues, tandem kaptur&goretex sprawiły coś czego się ortalionowi i czapce z foliowego worka nie udało w pierwszym ataku technologii na tradycję, który nastąpił w latach sześćdziesiątych.
Zniknęły określenia takie jak „godzina duchów” albo „proszki na ból głowy”. Hm… Godzina duchów to była inaczej mówiąc dwunasta (24:00). Nie wiadomo dlaczego ale właśnie o północy duchy miały się pojawiać wśród żywych i straszyć. Niestety nieskutecznie o czym świadczy fakt, że nikt ich dzisiaj już nie pamięta, a ja jeszcze trochę się ich wtedy bałem.
W ogóle tematyka duchów, seansów spirytystycznych, okultyzmu, a także wzywania ducha Napoleona była ciągle żywa i aktualna. Pytanie: „czy wierzysz w duchy?” słyszało się dość często na imprezach, a zadawano je poważnie oczekując równie poważnej odpowiedzi.
Ale wszystko to było naturalne. Pojęcia i wyrażenia znikały wraz z odchodzącą epoką resztek przedwojnia, a rzeczy wypierała po prostu nowa technika. Gorzej kiedy zaczęło się odchodzenie zjawisk, które pojawiły się już za mojego życia. Otóż urodziłem się tuż przed początkiem ery załogowych lotów kosmicznych. Obecnie jestem świadkiem jej umierania. Myślę, że loty te znikną zupełnie jeszcze za mojego życia.
No i mam niejasne wrażenie, że zniknie też internet. A przynajmniej w takim kształcie jakim go poznałem – czyli www. Uczestniczyłem w jego polskim bycie prawie od początku. Zacząłem od Projektu REJ. Był rok 1995/1996 i brakowało polskiej literatury w sieci. REJ jednak nie był odpowiedzią na Projekt Gutenberg, stał się serwisem kulturalnym i naukowym. Na przykład każdy mógł zadać pytanie z dowolnej dziedziny nauki, medycyny, sztuki czy jakiejkolwiek innej i otrzymywał odpowiedź. Pomysł był niezły, tym bardziej, że portal utrzymywał się z tworzenia i utrzymywania stron internetowych poszczególnych artystów, wydawnictw czy teatrów. No niestety, po dłuższym czasie okazało się, że jeden człowiek nie jest w stanie sam robić tego wszystkiego. W ramach Projektu REJ powstał więc Fahrenheit. Pierwszy polski periodyk literacki na początku tworzyły dwie osoby, potem trzy.
A potem sieć komercjalizowała się w zastraszającym tempie, zaczęły powstawać jakieś koszmarki jak facebook, Pudelek oraz cała masa innych wynaturzeń. Może i dobrze więc, że epoka stron www zaczyna odchodzić powoli w niepamięć? Teraz po iphone’owej rewolucji będą aplikacje na wszystko. Chcesz się dowiedzieć co słychać w sieci? Zainstaluj iSieciosłuchacz lub iMagiel. Chciałbyś o czymś pomyśleć ale nie wiesz o czym? Zainstaluj iGłupka. Ciekawe czy Jobs się jąkał? Kiedy na zebraniu szfów Apple’a ktoś zapytał jak nazwiemy naszego phone’a Jobs chciał się włączyć do żywej dysusji krzycząc „ja…”, „ja…, „ja…” czyli po angielsku: I, I, I… A wtedy ktoś podchwycił: genialne! Iphone!
Rzeczywiście genialne. Jako zwolennik iphona, ipada i całego tego rewolucyjnego stafu chciałem zdążyć przed pojawieniem się aplikacji iZiemiański, więc założyłem własną stronę www. W technologii, która właśnie zaczyna odchodzić w przeszłość. Chciałem po prostu jeszcze raz poczuć to wspaniałe, przyjemne i budujące uczucie przemijania.