Miasta przyszłości

Mam zawsze pewien ból z prostego faktu, że jestem architektem. Bardzo często ludzie pytają mnie czy ten fakt ma wpływ na to co piszę. Hm. Prawdę powiedziawszy niewielki. Oczywiście mam łatwość w poruszaniu się w detalach budowlanych, rozumieniu konstrukcji i tak dalej, ale czy ma to jakiekolwiek znaczenie literackie? Może w sensie takim tylko, że architekt musi łączyć artystyczną duszę i jaźń trzeźwego inżyniera. I dlatego w każdej z moich fantazji utrzymuję jednak coś co sam nazywam „wyobraźnią zdyscyplinowaną”.
Ale nikt nigdy nie zadał mi pytania czy to co piszę ma wpływ na moje „czucie” architektury? Sam wobec tego je sobie zadam i sam, błyskawicznie, na nie odpowiem. Bo ten wpływ jest konkretny i poważny.
Na przykład przeczytałem ostatnio, że Europa wycofuje się powoli z własnego pomysłu stworzenia na Saharze potężnej elektrowni słonecznej, która miałaby zapewnić aż 15% zapotrzebowania na energię naszego kontynentu. Wycofuje się firma za firmą. Po prostu są ogromne kłopoty z przesyłem energii na wielkie odległości, za duże straty, no i dochodzi niepewność sytuacji politycznej w krajach, na terenie których ta elektrownia miałaby się znaleźć.
Przyznam, że nie mogę się nadziwić tej przestarzałej koncepcji. Przesyłanie prądu elektrycznego na ogromne odległości to koszmar i gigantyczne straty! A po co to wszystko? Żeby zapewnić 15% zapotrzebowania Europy na prąd. Dziwne. 18% zużycia prądu w Europie to oświetlenie. Dlaczego chcemy więc przesyłać prąd, a nie samo światło? Nie zgadnę nigdy. Ja bym opasał ziemię paroma ładnymi światłowodami. Każdy miały sporo rozgałęzień i odprowadzeń na różne strony. Łapałby światło tam gdzie jest dzień i przesyłał go do całej swojej struktury. Ludzie korzystaliby z tego światła tam gdzie akurat jest noc. Zero strat przy przesyle. A będziemy od razu potrzebować 18% prądu mniej – rozwiązanie więc lepsze niż elektrownia słoneczna na Saharze.

Zawsze zadawałem też sobie czy może istnieć dom bez żadnego podparcia? Ale podwieszenie go do jakichś balonów byłoby oczywiście łatwizną. Nie o to chodzi. Czy można więc zbudować dom, który nie będzie miał żadnej łączności z powierzchnią ziemi?
Owszem, można. Zakładam oczywiście, że niedługo pojawią się superwytrzymałe materiały i idealne metody pomiarowe dla budownictwa. A w jaki sposób wybudować dom, który będzie wisiał w powietrzu?
Proste. Należy go zbudować dookoła świata. Byłby to pierścień (konkretnie torus) opasujący całą kulę ziemską. A czego więc by się trzymał? Odpowiedź brzmi: sam siebie. Musiałby ważyć tyle samo w każdej swojej sekcji, każdy fragment musiałby być też idealnie odległy ale nie od powierzchni ziemi w danym miejscu, a od środka Ziemi. Wtedy opasując cały świat wisiałby w powietrzu, sam z siebie, bez żadnego podparcia.

Czy jest jakaś szansa by poradzić sobie z przeludnieniem miast i to bez specjalnych nakładów finansowych? Bez przyłączania terenów wokół, bo niedługo rolnicy nie będą już mieli miejsca pod uprawy. Ależ oczywiście. Pojemność miast można natychmiast podwoić i to nie inwestując przesadnie w infrastrukturę. A przy okazji można dramatycznie zmniejszyć bezrobocie.
Wystarczy dokonać tylko pewnych zmian w organizacji społecznej i wprowadzić miasta zmianowe. Cała populacja żyłaby w nich na zmianę. Połowa ludzi od 00:00 do 12:00, a druga połowa od 12:00 do 24:00. Każda po 12 godzin. Jedni oglądaliby same wschody słońca, inni same zachody. Skończyłby się problem wykorzystania infrastruktury miasta – cała byłaby równomiernie obciążona przez całą dobę, a więc o 100% bardziej wydajna. Ponieważ wszystko musiałoby być wtedy czynne non stop więc zatrudnienie w usługach, administracji i handlu wzrosłoby natychmiast niepomiernie rozwiązując większość problemów z zatrudnieniem.
Oczywiście organizacja takiego miasta nie byłaby oparta na wzorcach z Auschwitz. Jeśli ktoś z pierwszej zmiany chce zobaczyć zachód słońca to proszę bardzo. Zapłaci tylko trochę więcej za parking. Jeśli ktoś chce zmienić swoją porę czuwania, również proszę bardzo. Wszystko wedle własnej woli i własnego uznania. Całą resztę reguluje wolny rynek. Jeśliby po pewnym czasie okazałoby się, że większość ludzi preferuje jednak drugą zmianę to w pierwszej zrobiłby się niedobór pracowników i automatycznie zarobki by tam wzrosły. W ogóle wszystko regulowałoby się samo.
Zawsze byłem zwolennikiem tezy, że ludzie pozostawieni sami sobie najlepiej sobie poradzą. Źle się robi dopiero gdy ktoś w ten mechanizm postanawia ingerować. A horror robi się dopiero kiedy ktoś chce odgórnie ludziom pomagać i stąd powstają te wszystkie faszyzmy, komunizmy czy inne inkwizycje.
Sami sobie zawsze poradzimy najlepiej, ale nie piszę już dalej bo kolega Tomek z Opola, mówił swego czasu, żebym nie wymyślał więcej idealnych rozwiązań bo ktoś to przeczyta i zaraz jakiś sadysta, zamordysta będzie chciał wprowadzić po swojemu w życie. A podobno Marks też chciał dobrze…