Pomnik Q&A część 1

Achaja & Pomnik – Najczęściej zadawane pytania, czyli: Wpływ podcierania tyłków przez waffen SS na literaturę. 

 

- Czy świat Achai jest światem równoległym, alternatywną historią do naszego świata, czy też akcja rozgrywa się na innej planecie?

Świat Achai nie jest ani równoległy, ani alternatywny. To inna planeta położona (sądząc po ilości gwiazd na niebie w opisie) bliżej centrum galaktyki niż nasza. Wokół niej nie krąży księżyc – glob jest stabilizowany niebotycznym pasmem gór położonym na równiku. Połowę planety zajmują cywilizacje podobne do wszystkich innych, które Bogowie rozsiali po całym wszechświecie (panspermia sterowana). Istnieje tam magia, są ślady „prawdziwej opowieści” czyli historii kosmosu takiej jaka była naprawdę. Na drugiej półkuli zamieszkuje cywilizacja będąca idealną kopią świata, w którym my żyjemy na Ziemi. Ludzie nie znają tam więc pojęcia magii. Racjonalizm i technika są głównym motorem rozwoju. Cywilizacja ta siłą rzeczy jest jednak opóźniona o kilkadziesiąt lat od tego co ma miejsce na Ziemi. I ten fakt wykorzystał książę Osiatyński przenosząc się przy pomocy ołtarza w świątyni w Banxi na Ziemię, a potem sprowadzając w ten sposób na łono swojej cywilizacji inżynierów ze współczesnej Ziemi, którzy zafundowali Polsce z okresu dwudziesto/trzydzistolecia bombę atomową, lampowe komputery, nowoczesne lekarstwa i wiele rzeczy, które dało się bezpośrednio zaimplementować przy zastanym na miejscu stanie techniki. Inżynierowie nie musieli niczego wymyślać, wystarczyło przenieść na tamten grunt rozwiązania, które są w naszych muzeach techniki. I stąd rozwój RP na niespotykaną dotąd skalę. Stąd inżynieria finansowa, która umożliwiła zdobycie środków na budowę lotniskowców, oceanicznych okrętów podwodnych i strategicznych bombowców.

Opisana w powieści Polska wcale nie jest globalną potęgą (jak odczytują to niektórzy). Wyprzedzając jednak technicznie resztę świata o dziesięć, dwadzieścia lat, a w kwestii strategii giełdowych o siedemdziesiąt, osiemdziesiąt, oraz, przede wszystkim, wiedząc jak potoczy się historia w kopii naszego świata może naprawdę dużo zdziałać.

Osiatyński dzięki zgłębianiu „magii Bogów” zrobił po prostu szwindel zyskując możliwość majdrowania w historii własnej cywilizacji.

 

- Jeśli chodzi o ubrania jakie noszą bohaterowie to co innego jest w opisie, a co innego na ilustracjach. Z jakiej epoki stroje noszą bohaterowie? Czy to średniowiecze?

 

Nie. Epoka Achai to antyk. A w Pomniku opisana jest kontynuacja antyku bez okresu średniowiecza. Wszyscy powinni być więc ubrani jak w czasach starożytnej Grecji i Rzymu. Chitony, chlamidy, tuniki, nawet togi. Spodnie (u mężczyzn) byłyby oczywiście dopuszczalne w górskich obszarach gdzie panują ostre zimy. Nigdy nad ciepłym morzem, nigdy w tropikach, jakimi są choćby okolice Negger Bank. Stroje przedstawione na ilustracjach to interpretacja ich autora, Dominika Brońka. Nie mają wiele wspólnego z tym co jest opisane w powieści.

 

- Skąd autor czerpie pomysły?

Odpowiedź jest prosta: nie wiem.

I tu powinienem skończyć bo pytanie należy do gatunku tych, na które każdy autor reaguje alergicznie. Albo pokpiwa, że pomysły kupuje się w pomysłodajni, albo bredzi, że biorą się ze snów, albo racjonalizuje, że pisarstwo to skrajnie uważna obserwacja rzeczywistości, przetworzona jedynie w chorym umyśle autora. Jeśli uznać, że „pomysłodajnia” jest synonimem naszej kultury, to trzeba wyraźnie stwierdzić, że wszystkie trzy powyższe odpowiedzi są całkowicie prawdziwe.

Kiedyś bardzo ujął mnie tekst jakiegoś Angola, zamieszczony w pierwszej serii „Kroków w nieznane”. Pisał tam, że każdy autor powinien mieć notes by zapisywać w nim różne swoje spostrzeżenia, zalążki pomysłów, ciekawostki z przeczytanych książek i różne tam takie. Z czasem niewiele znaczące zapiski mogą ułożyć się w jakąś porządną ideę. Hm… Mam taki notes. Ale treść tego co tam zanotowałem postronnego obserwatora raczej będzie dziwić. Na przykład taka notatka:

„specjaliści w Waffen SS obliczyli, że każdy żołnierz, żeby mieć czysty tyłek po defekacji musi użyć czternastu kawałków papieru toaletowego”.

Albo: „kot cierpiący na agorafobię”.

„Jak przemycić ładunek wybuchowy na pokład samolotu? Należy go wypić”.

„Morfinowe pola”.

„Uhonorowano go pośmiertnym mandatem za złe parkowanie”.

„Kierowca zapytany przez policję drogową o prawo jazdy pokazuje dokument pokryty hieroglifami. Po zbadaniu okazuje się to pozwoleniem na prowadzenie wielokonnego wozu wystawionym w mieście Babilon parę tysięcy lat temu”.

„- No? I jakie według ciebie jest to miasto?

- Łatwopalne.”

Czy z tych bazgrołów kiedykolwiek, cokolwiek wyniknie? Nie mam zielonego pojęcia. Patrząc na nie niczego nie wymyślę. I tu dochodzi do głosu czynnik X.

Pamiętam jak czynnikiem X stał się kiedyś telefon od Roberta Szmidta, podówczas wydawcy pisma „Science Fiction”. „Słuchaj Andrzej, nie mogę domknąć numeru, a czasu mało. Mógłbyś mi przysłać jakiś tekst?”. Niczego pod ręką nie miałem. Ale klawiatura i komputer działały. W mózgu falowały mi dwie mgliste notatki. „Gepard, który mówi” – chyba pokłosie serialu „Koń, który mówi”, widzianego przeze mnie w dzieciństwie. Oraz: „każdą klęskę można odwrócić sprowadzając klęskę jeszcze większą”.

Zacząłem pisać. I tak powstał „Autobahn nach Poznań”.

 

 

PS. W zamierzeniu był to tekst dotyczący odległej przyszłości. W chwili pisania o żadnych autostradach w Polsce nie było jeszcze mowy. Minęło jednak parę lat, a tu, niedaleko miejsca gdzie mieszkam, budują właśnie S5. Czyli autostradę Wrocław Poznań. Psiakrew…