Skutki braku pamięci do twarzy

Mój brak pamięci do twarzy jest legendarny. Zasadniczo w ogóle nie rozpoznaję ludzi, ani znajomych, ani nawet tych, których znam od dzieciństwa. Ludzi usiłuję rozpoznawać po krawatach, charakterystycznych elementach stroju, a nawet kierunku, z którego najczęściej przychodzą na spotkanie. Najgorzej to umówić się ze mną w knajpie. Jest pewność, że zanim podejdę do właściwego stolika zaczepię wszystkie kobiety, które siedzą gdzie indziej. A może zresztą wynika to także z innej mojej przypadłości…
W każdym razie ludzi generalnie nie rozpoznaję i wśród tych co znają mnie słabo mam opinię chama, człowieka wyniosłego, wręcz świni bo czasem coś mi jednak świta we łbie, idąc ulicą przypatruję się znajomemu, dopiero po kilkunastu krokach uznaję, że jednak to nie on i demonstracyjnie odwracam głowę. Przy następnym spotkaniu nikt oczywiście nie wierzy, że go po prostu nie rozpoznałem. No trudno. Był czas przywyknąć.
Często jednak ta przypadłość ma zabawne konsekwencje. Pamiętam jak pewnego razu w większym towarzystwie zawitaliśmy na imprezę do gospodarstwa agroturystycznego na odludziu. Impreza jak impreza, gospodarzom hałasy nie przeszkadzały, ostrzegali nas tylko, żebyśmy nocą uważali bo „różni się tu czasem kręcą”. OK. Ja tam uważałem i kiedy wstałem po nocy i zszedłem do kuchni akurat właśnie zauważyłem jednego takiego co się kręcił po obejściu. Reszta zajścia w relacji znajomych:
Koleżanka wyszła z sypialni na piętrze i zapytała:
- Kto tak wrzeszczy po nocy?
- To nasz gospodarz – odpowiedział ktoś z innego pokoju.
- A czemu się drze?
- Andrzej go nie rozpoznał, a zobaczył, że ktoś się kręci po gospodarstwie, więc go złapał, wyprowadził za bramę i zatrzasnął.
- Aha. To trzeba zejść i mu wyjaśnić.
- Chcesz zaryzykować? Jesteś pewna, że Andrzej cię rozpozna i nie wyprowadzi za bramę jak gospodarza?
No cóż, zdarzają mi się takie sytuacje non stop. Ludziom, których widziałem już wielokrotnie przedstawiam się przy każdym następnym spotkaniu od nowa. Na różnych spotkaniach i konwentach podchodzą do mnie ludzie, ściskamy się serdecznie, klepiemy po ramionach, prawimy uprzejmości, a na pytanie żony: „kto to był?” odpowiadam niezmiennie: nie wiem. Nie mam bladego pojęcia. A ściskałem się z nim tylko dlatego, że on się ściskał ze mną.
Brak pamięci ma poziom niezmienny. On się nie pojawił z jakiejś przyczyny, miałem go od zawsze. Najlepszym przykładem może być wspomnienie z dawnych, dawnych czasów, jeszcze w innym ustroju, kiedy przyjąłem się do pracy na uczelni. Jako młodego pracownika posyłano mnie do najgorszych robót, których nikomu innemu robić się nie chciało. Na przykład musiałem stać na bramce i przepuszczać studentów do sali egzaminacyjnej. I wszystko byłoby dobrze, bo dziekan dokładnie poinformował mnie osobiście o zakresie moich obowiązków: miałem po prostu nie wpuszczać obcych jeśli ci nie mieli ze sobą indeksu. OK, zadanie proste. Następnego dnia zacząłem i zakończyłem jednocześnie swoją karierę jako wykidajło. A było tak: studenci zajęli już miejsca, pracownicy zajęli swoje stanowiska, materiały przygotowane – pozostaje czekać na władzę. No to czekamy. Czekamy i czekamy, nic się nie dzieje. Nerwy studentów sięgają zenitu. Ktoś z równie zdenerwowanych pracowników nie wytrzymał w końcu i poszedł do sekretariatu spytać co się dzieje. Po chwili wrócił ze zmienioną twarzą.
- Egzaminu nie będzie – oznajmił.
- Dlaczego?
- Pan Ziemiański nie wpuścił na salę dziekana i profesor się na nas obraził!
Powiało grozą. Od tej pory nikt już nie zlecił mi funkcji ochroniarskiej. Ale też przypadłość po tej przygodzie wcale mi nie minęła.
Dlatego też kończąc chciałem prosić Was, drodzy Znajomi i Przyjaciele, o wyrozumiałość. Jeśli podczas jakiegoś spotkania nie będę Was rozpoznawał, nie miejcie mi za złe. Wbrew pozorom pamięć mam niezłą więc wystarczy, że przypomnicie mi kiedy i gdzie widzieliśmy się ostatnio, a na pewno będę wiedział z kim rozmawiam. W fakcie, że nie rozpoznaję twarzy nie ma żadnych podtekstów. To po prostu taka przypadłość.

PS. Niech dowodem będzie film, który powstał w siedzibie mojego Wydawcy, podczas ostatniej wizyty w Warszawie. Tego robota naprawdę nie rozpoznałem, a on się niepotrzebnie wkurzył.

Film w formacie mp4