Zabójcza Achaja

Stanisław Lem pisał kiedyś, że ukazanie się książki skutecznie zaciera pamięć o jej powstawaniu. To prawda, u mnie jest podobnie. Pamiętam jednak bardzo wyraźnie fakt, że Achaja miała nigdy nie trafić do księgarń. Pisałem ją wyłącznie do szuflady, dla samego siebie, po to, żeby jej nigdy nikomu nie pokazać. Dlatego też pisana była w bardzo specyficzny sposób. Opowieść dla samej opowieści, opisanie tego jak wymyślona historia musiałaby się dziać w rzeczywistości, bez żadnych ograniczeń cenzuralnych. Stąd: jak tortury to prawdziwe – takie jakie ja bym wymyślił, żeby zmusić Archentara do podpisania niekorzystnego układu. Jak język to prawdziwy, taki, jakim ludzie mówią. Stąd co drugim bez mała słowem jest kurwa, rzadziej okraszona chujem.

Kiedy książka jakimś niesamowitym splotem przypadków ukazała się na rynku niczego nie poprawiałem. I za te inwektywy spadły nam mnie gromy. Ale nic to. Największym moim zdziwieniem jednak było, że kiedy w Pomniku cesarzowej Achai ilość inwektyw ograniczyłem (bo czasy się zmieniły) spotkał mnie zarzut skierowany w przeciwną stronę. Usłyszałem, że „usiłuję rozszerzyć bazę czytelników” – cokolwiek by to nie znaczyło.

W każdym razie wiem gdzie mnie zaprowadziły pierwsze trzy tomy (te bez poszerzonej bazy czytelniczej). Otóż wydawca wymyślił sobie, ze prawie równolegle z drugim tomem Pomnika, pierwsze trzy tomy ukażą się w formie audiobooka. No i wszystko OK. Producent znalazł aktorkę o pasującym głosie, podpisano umowę, aktorka zainkasowała zaliczkę i zaczęły się nagrania. Do tej pory wszystko w porządku.

Dalej nie bardzo wiem co się stało. Złośliwi mówią, że biedna aktorka w trakcie kolejnych sesji nagrywania dotarła do konkretnych fragmentów prozy i rumieńcem się oblała. Nie! Ona tych bezeceństw czytać nie będzie! Czy Złośliwi mają rację? Nie wiem. W każdym razie doszło do zerwania umowy, zwrotu zaliczki, i… nie mam pojęcia jak tam z odszkodowaniem dla producenta za poniesione koszty.

Zajście to uświadomiło mi jednak zabójczą moc niektórych słów i opisów. Przypomniało mi też, że Achaja była pisana wyłącznie dla siebie. Ale też natchnęło do niezbyt przyjemniej myśli: a może to mój ukochany kraj rzeczywiście tak się zmienił przez ostatnie dziesięć lat? A ja wcale nie rozszerzam bazy tylko przewiduję te zmiany?